marcinmilkowski.pl
Ikona czy znaczek? PDF Print E-mail

Trwają dyskusję nad polonizacją interfejsu komputerów Apple. Tym ciekawsze, że tradycyjna terminologia polskich komputerów Apple nie przyjęła się powszechnie.

Zaproszono mnie do zabrania głosu w dyskusji nad polonizacją systemu MacOS.

Istota sporu: czy tłumaczyć „icon” jako „ikona” czy „znaczek”? Czy „cancel” to „poniechaj” czy „anuluj”?

Znaczenie wyrazu „ikona” w sensie „symbol graficzny” (w szczególności „uproszczony symbol graficzny”) utarło się w specjalistycznej polszczyźnie już w latach 70. Można się o tym przekonać, czytając znakomity Wstęp do semiotyki profesora Jerzego Pelca (logika i semiotyka, obecnie członka Rady Języka Polskiego). Utarło się i do dziś w takim sensie semiotycy używają tego terminu.

Wyraz „znaczek” jest wieloznaczny, a wyraz „ikona” akurat w technicznym znaczeniu pasuje jak ulał. Zupełnie też nie wiadomo, dlaczego akurat należałoby stosować „znaczek” (spieszczenie), a nie „znak”. Czyżby bliżej było ikonom komputerowym do znaczków pocztowych? ;) Z tego też względu tłumaczenie w systemie Windows jest zdecydowanie bardziej poprawne, a propozycję zmiany na „znaczek” oceniam jako nietrafną. Myślę, że zmiana ta jest niepotrzebna, bo nie od razu każdy zorientuje się, o czym mowa, czytając w podręczniku systemu MacOS o „znaczkach”.

„Anuluj” i „Poniechaj” (wielką literą, bo nazwa przycisku) to nie jedyne możliwości. W starszych polskich programach znajdziemy mnóstwo innych propozycji, m.in. "Rezygnuj", "Zrezygnuj", "Porzuć" i "Zaniechaj". Jeśli coś ma brzmieć naturalnie, to chyba "Zaniechaj" jest najlepsze, ale to tłumaczenie ma też ogromną wadę. Kłóci się ono z uzusem, przez co naturalnie brzmiący termin staje się w odbiorze nienaturalny (wbrew pozorom). Po prostu „Anuluj” jest widziane jako zupełnie neutralne, jako element interfejsu tysięcy programów, od Linuksa i FreeBSD po Windows, od Microsoft Word po OpenOffice.org, od programu Internet Explorer do przeglądarki Mozilla Firefox.

Uzus, niestety, często powoduje, że przyjmują się złe terminy. Do takich zaliczyłbym:

  • czat (jakby „pogawędka” była gorsza);
  • proxy (wolę „serwer pośredniczący” lub „serwer-pośrednik"), bo najwyraźniej to słowo nie było w Stanisławskim (to samo stało się z tytułem Hudsucker Proxy, którego nie przetłumaczono, choć przecież to Zastępca Hudsuckera);
  • cookie (lansowany przez BTInfo "znacznik kontekstu klienta" się nie przyjął), całe szczęście jest szansa, że obecne w Firefoksie „ciasteczka” zwyciężą;
  • link (ja zawsze „odnośnik”, bo po co mnożyć byty ponad konieczność).


Jedną z podstawowych zasad projektowania interfejsów użytkownika jest tworzenie go tak, aby nie mylił. Stosowanie nietypowego słownictwa śmieszy, a czasem myli. Dlatego też ja stosuję przeklęty „serwer proxy”, chociaż to jest absurdalne tłumaczenie, potworek. Nie jest on jednak aż tak potworny, jak lansowane przez Microsoft "strony sieci Web" (sic!). Te nie mają szansy na szersze użycie, bo brzmią fatalnie. Znam tylko jedną osobę, która w życiu używa „sieci Web”. To szef biura tłumaczeń, współpracującego z firmą z Redmond :)

Zauważmy, że dawniej trwały debaty między zwolennikami „zbioru” i „pliku”. Dziś trudno sobie wyobrazić wielu użytkownikom, że mieliby używać menu „Zbiór”. Chociaż tak naprawdę „zbiór” jest całkiem dobrym terminem, choć niestety również wieloznacznym (ale i „plik” może oznaczać plik kartek).

Zachowanie zgodności z uzusem - oczywiście uzusem literackim, poprawnym językowo - jest jednym z kryteriów poprawności tłumaczenia. Wprowadzanie rewolucji terminologicznej musi czemuś służyć. Dokumentacja techniczna, a w szczególności pomoc i podręczniki dla laików, muszą być pisane maksymalnie jasno, zwięźle i w sposób zrozumiały, inaczej łatwo o pomyłki. Książki, poradniki, artykuły mogą być potoczyste; pomoc ma być prosta, jasna i wyraźna, bo nie czytamy jej w wannie, tylko w pośpiechu, chcąc szybko znaleźć odpowiedź.

Język do nikogo nie należy, często jest pozornie antylogiczny (słynna „większa połowa”) i jest przede wszystkim środkiem porozumiewania się. Porozumienie jest możliwe, gdy posługujemy się wspólnym językiem, a nie sztucznym tworem, dlatego też nie można odgórnie dekretować, że od jutra zamiast „komputer” będziemy mówić „liczydło”. Taki dekret jest dopuszczalny w języku nauki, w języku techniki, lecz kiedy ma być to język wspólny i zrozumiały, to należy kilka razy pomyśleć. Język pomocy i interfejsu użytkownika musi więc szanować zwyczaj językowy, nie utrudniać zrozumienia.

Radzę więc zachować z grubsza zgodność z tłumaczeniami Microsoftu, aczkolwiek jest kilka wyjątków. Nie radzę stosować „hiperłącza” (lepsze „hiperodnośnik” lub „odnośnik” po prostu), „adresu URL” (zwykle „adres internetowy” jest OK), „witryny sieci Web” ("witryna"), „sieci Web” („Internet”), „serwera sieci Web” („serwer internetowy”, „serwer WWW”). I wielu podobnych wynalazków, które widnieją wyłącznie w pomocy systemu Windows.
 

Na pewno jest wiele innych terminów występujących prawie wyłącznie w systemie MacOS. Można je tłumaczyć inaczej; stosowanie wyrazów polskiego pochodzenia (choć lepiej nieprzestarzałych) jest dobrym pomysłem. Ale nie w wypadku „ikony” i „Anuluj”.

 
Next >